Matki wolą synów niż córki: czy to prawda?

18 Październik, 2018

Po prostu to przyznaj! Matki wolą synów niż swoje córki… a przynajmniej tak właśnie uważa Shona Sibary – bardzo kontrowersyjna brytyjska matka czworga dzieci.

Shona Sibary ma trzy córki, ale tylko jednego syna. Mówi, że poczuła ulgę, gdy dowiedziała się, że będzie miała syna. Przyznaje, że ma bliższy związek ze swoim jedynym synem, niż z trzema córkami. Czy wiesz, dlaczego ta kobieta uważa, że matki wolą synów?

Oto co napisała:

Ta chwila wreszcie nadeszła. Dwudziesty tydzień ciąży, leżałam na przedporodowym łóżku, gotowa na badanie, ledwie mogąc powstrzymać zniecierpliwienie.

Specjalistka wykonująca badanie USG pomyliła mnie z kobietą pragnącą słuchać długiej preambuły o rozwoju dziecka w jej łonie i rozwodziła się o palcach u rąk i nóg i o wielkości głowy, kiedy – właściwie – chciałam usłyszeć jedną, i tylko jedną rzecz.

Mogłam jedynie powstrzymywać się, by nie krzyczeć: „Rozsuń nogi i pozwól mi zobaczyć, co tam jest!”. Oczywiście do płodu, a nie do rentgena.

I wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stało się. Dziecko przesunęło się, aby odsłonić wszystko, a radiolog zwróciła się do mnie i powiedziała: „Cóż, zdecydowanie coś tam zwisa i – jakby to powiedzieć – nie jest to pępowina”.

Matka trzyma śpiącego syna

Radość, którą odczuwałam godna była aniołów zstępujących z nieba i śpiewających arie.

Po dwóch dziewczynkach i czterech latach wymijania drobnych plastikowych części Polly Pocket na podłodze w salonie; po tsunami różowości, splątanych włosach i grymaszeniu przy jedzeniu, w końcu miałam chłopca!

Nazwijcie to hormonami, ale natychmiast zalałam się łzami ulgi.

Chłopiec, nareszcie!

Matki wolą synów…

Matka pracuje przy biurku z synem na kolanach

Badania wykazały, że kobiety chwalą pewne cechy u chłopców, skąd można by wnioskować, że matki wolą synów niż córki. Postrzegają ich jako zabawnych, zuchwałych i figlarnych, jednocześnie oczerniając podobne cechy u swoich córek, nazywając je kłótliwymi lub upierdliwymi.

Każde z moich czworga dzieci ma silną osobowość i regularnie demonstruje zachowania, które niekoniecznie są odbiciem jego płci. Potrafią kłócić się w nieskończoność, przesuwać granice i nieustannie mnie rozpraszać.

Czy w rezultacie jestem bardziej surowa w stosunku do dziewcząt? Założę się, że tak. To dlatego, że kiedy Flo, 16-latka, patrzy na mnie z pogardą, a Annie, 14-latka, przewraca oczami, to tak, jakbym patrzyła w lustro – i nie zawsze podoba mi się to, co widzę.

Z Montym jest inaczej. Moja relacja z nim jest lżejsza, nieobciążona niepokojem, którego często doświadczam, kiedy widzę moje własne słabości odbite w moich córkach.

Być może jest bardziej krytyczna wobec dziewcząt, bardziej świadoma ich niepowodzeń i wyzwań, które przed nimi stoją, ale mają one niesamowity talent do tego, by przy okazji wprawić mnie w poczucie, że jestem najgorszą matką na świecie.

Oczywiście kocham wszystkie moje dzieci – chłopców i dziewczynki

Roześmiana matka i dzieci

Oczywiście, to nie prawda, że matki wolą synów. Kocham wszystkie moje dzieci, każde na inny sposób. Chodzi o to, że wobec dziewcząt często mam niekomfortowe poczucie, że próbuję zmontować meble do samodzielnego montażu z instrukcją w języku koreańskim.

Nic, co mówię lub robię, jest słuszne. Mogą być irytująco nadwrażliwe. Rzucają mi wyzwanie, odsuwają mnie i dają mi do zrozumienia, że każdego dnia nie wykonuję poprawnie moich matczynych obowiązków.

Monty jest zupełnie innym stworzeniem. Przez cały czas mówi mi, że jestem wspaniała, nawet kiedy krzyczę jak wiedźma lub zapomnę wyprać jego zestaw na w-f.

Kiedy jest ze mną, w jakiś sposób udaje mu się mnie przekonać, że dobrze sobie radzę z tym całym macierzyństwem. Nasza relacja jest wzajemnym stosunkiem poklepywania po plecach. Flo, Annie i Dolly wolą trzymać mnie w napięciu.

A może ma to coś wspólnego ze starym powiedzeniem: „Syn jest synem, dopóki nie znajdzie żony, ale córka jest córką przez całe życie”. W głębi duszy, wiem, że zegar odlicza minuty do chwili, kiedy mam być w centrum świata Monty’ego.

Nim się obejrzę, na skrzydłach przyleci kolejna kobieta gotowa skraść mu serce. Może wtedy i tylko wtedy, moje stosunki z moimi córkami naprawdę staną się takie, jakie być powinny. Jeśli tak, to nadal jesteśmy na etapie negocjacji.

Niektóre matki wolą synów, inne wolą córki. A co Ty myślisz na ten temat?